Potasowa pasta z dodatkami

Przeglądam receptury różnych mydeł i postanowiłam zacząć eksperymentować z mydłem potasowym. Bo to w końcu pasta, można do niej domieszać to i owo. Opisuję, bo po pierwsze przetestowałam na sobie, po drugie dostrzegłam potencjał i mam o czym myśleć.

Receptura:
100 g – pokrzywowe mydło potasowe ( zrobione według tego przepisu –> klik-klik)
100 g – macerat nagietkowy w oliwie z oliwek
20 g – olej z awokado
20 g – gliceryt z kwiatów czarnego bzu
10 g – gliceryt z żywokostu

Odmierzyłam mydło, do mydła dodałam gliceryty, wymieszałam, dodałam oleje, wymieszałam, gotowe. Łatwo, szybko i przyjemnie. Wyszło mydło o półpłynnej konsystencji. Bardzo delikatne. Lekko peelingujace, naprawdę lekko. Umyłam nim również twarz, zrobiła się jakby gładsza. Ale zmarszczki nie zniknęły, tak dobrze nie ma, nie odmłodniałam 😛

A wady? Są. Sodowego można sobie narobić na zapas. Ba! Pod prysznic można zabrać kostek ile dusza zapragnie i używać na przemian. Nie mam pojęcia jaka jest trwałość tak przygotowanego mydła potasowego. Zrobiłam małą porcję i na kolejny eksperyment muszę zaczekać aż to się skończy. Ale mam powód, by nastawić kolejne maceraty – tym razem na zimno, gliceryty, może wyciągi alkoholowe? Mam też powód, by szukać pomysłów na mydła potasowe, o niskim przetłuszczeniu. To przetłuszczenie można będzie zwiększyć przed użyciem i to znacznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.