Mydło lniane z wywarem z siemienia lnianego

O tym mydle rozmyślam od jakiegoś czasu, ma zawierać olej lniany i wywar z siemienia lnianego. Ma być super delikatne, ma pielęgnować, nie może podrażniać, ma być dobre dla osób z wrażliwą skórą i dla małych dzieci. No to zaczynam.

Zaczynam od ugotowania siemienia lnianego, chcę uzyskać bardzo gęsty wywar, gęstszy iż kisiel.

Wywar z siemienia lnianego:
200 ml siemienia lnianego
800 ml wody

Siemię lniane zalewamy zimną wodą, mieszamy i stawiamy na bardzo małym ogniu. Od momentu zagotowania podgrzewamy jeszcze przez kwadrans co jakiś czas mieszając, zdejmujemy z ognia, zostawiamy pod przykryciem na godzinę. W tym czasie wywar jeszcze bardziej zgęstnieje i ostygnie.

Na przecedzenie przez sito nie ma szansy, użyłam pończochowych skarpetek. I wyciskałam ile siły w rękach. Uzyskałam ok. 200 ml gęstego lekko brązowego glutka.

Receptura mydła:
300 g – oliwa pomace
100 g – olej ryżowy
100 g – olej lniany
200 g – olej kokosowy
150 g – masło shea
150 g – masło kakaowe
30 ml – mleczan sodu
10 ml – olejek eteryczny (jeśli chcecie mieć mydło hypoalergiczne, zrezygnujcie z olejku, ja dałam rozmarynowy, bo go bardzo lubię)
135 g – NaOH
150 g – woda demineralizowana
200 ml – wywar z siemienia lnianego zwany glutkiem

Sposób wykonania:

  • Odważamy składniki.
  • Nastawiamy tłuszcze twarde do rozpuszczenia.
  • Przygotowujemy ług, odstawiamy do wystudzenia. Nie musi być bardzo chłodny. Mój był dość ciepły, stygł tyle czasu, ile potrzebowałam na wyłożenie formy papierem, połączenie tłuszczów, zmiksowanie lnianego wywaru.
  • Do tłuszczów miękkich wlewamy glutka i blendujemy. Masa jest bardzo ładna i jednorodna, nieco się później rozwarstwi ale to bez znaczenia.
  • Wlewamy tłuszcze twarde, chwilę blendujemy.
  • Dodajemy ług, chwilę mieszamy, potem blendujemy aż masa lekko zgęstniej. Moja masa dość szybko gęstniała, trzeba uważać, bo po co nam kłopoty przy wlewaniu do formy.
  • Dodajemy mleczan sodu, króko blendujemy, dodajemy olejki eteryczne (jeśli ktoś chce mieć pachnące mydło), mieszamy. Jeśli trzeba blendujemy do gęstości budyniu.
  • Przelewamy do formy i gotowe. Na początku mydło miało kolor jasnej masy krówkowej, potem zrobiło się kremowo-żółte. I żelowało.

Kroimy po ok. 68-10 godzinach. Swoje musiałam pokroić nieco szybciej. Robiłam je ok. 18, do rana mogłoby stwardnieć za bardzo, nie chciałam ryzykować.

Mydło mocno się pieni i jest bardzo przyjemne w użyciu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.