Ocet truskawkowy

Ryzykuję, ale trudno, najwyżej stracę 20 zł. Tyle kosztowały truskawki i osiem łyżek cukru. Pracy nie liczę 🙂 Deszczowy maj każe mi się spodziewać porażki, bo ani truskawki nie są zbyt wybarwione, ani zbyt słodkie, ale muszę spróbować.

Słój ma 5 litrów, mniej więcej do połowy wypełniłam go truskawkami, wlałam 4 litry wody, wsypałam 16 łyżek cukru (z czubkiem, nie żałowałam) i dodałam matkę octową licząc, że pod jej opieką ten ocet się uda. Nastaw truskawkowy nie wymaga matki, ale tym razem tak na wszelki wypadek, żeby na pewno zastartował i to w dobra stronę.

Sam ocet truskawkowy mnie nie zachwyca, ale robię go i odstawiam na rok. W kolejnym roku dodaję do niego sezonowe owoce, co mi wpadnie w ręce – czerwona porzeczka, czarna, maliny, jeżyny… po kolei. Dodaję owoce, ze dwie, trzy łyżki cukru i mieszam, po dwóch tygodniach zwykle zlewam i dodaje kolejne owoce. Pod koniec lata mam przepyszny, ciemny ocet owocowy. Używam do deserów, owoców, lodów. Do sałatek też, ale tych bardziej czerwonych, zielona sałata doprawiona tym octem odbiera apetyt, kolorystycznie wygląda to fatalnie, smakowo ok. Ostatecznie, można jeść z zamkniętymi oczami 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.