Dyniowe przetopione

Ten wpis, to wpis ratunkowy, co zrobić, gdy wiemy, że mydło nie wyszło, że popełniliśmy błąd. Najprościej i najmniej mądrze – wyrzucić. No cóż, wyrzucić zawsze zdążymy, najpierw spróbujmy przetopić.

Sytuacja wyjściowa – mydło zrobione według receptury klik-klik–>mydło dyniowe na occie przeliczonej na 1300 g tłuszczów, zapomniałam dodać wszystkie tłuszcze i w dodatku nie wiem które i ile.

Nie ma cudownego sposobu ratunkowego, który powie jak ustalić czego i ile mamy dodać. Musimy przemyśleć sprawę i spróbować ustalić czego mniej więcej brakuje. U mnie brakowało ok. 200 g tłuszczów, ustaliłam to porównując gotowe mydło z innymi. W najgorszym razie miałam o ok. 34 g wodorotlenku za dużo, czyli ostre wysuszające mydło. Błąd zrozumiałam podczas krojenia, bo mydło było bardzo twarde i kruche. Dla pewności sprawdziłam i dotknęłam czubkiem języka – mydło “kopało” czyli wszystko jasne.

Sposób, który opisuję, nie jest jedynym słusznym, nie wiem też jak się sprawdza przy przetapianiu starszego wyleżakowanego mydła, możliwe, że kiedyś to sprawdzę.

No to teraz do roboty 🙂

  • Mydło, które chcemy przetopić, trzemy na tarce, możliwie drobno. Moje mydło podzieliłam na dwie równe części. Jednorazowo przetapiałam jedną część, czyli z jednego gotowego mydła na zimno miałam dwa mydła na gorąco.
  • Dorabiamy nowe mydło. Postanowiłam dorobić mydło z 620 g tłuszczów, ale nie dodałam do niego brakującego tłuszczu, odważając wodorotlenek na ług odjęłam 17 gramów. Skład nowego mydła:
  1. olej kokosowy – 130 g
  2. łój wołowy – 130 g
  3. olej ryżowy – 360 g
  4. NaOH – 68 g
  5. domowy ocet dyniowy zamiast wody – 136 g
  • Rozpuściłam tłuszcze twarde w wolnowarze, dodałam miękkie, wymieszałam.
  • Dodałam ług, wymieszałam. Nie blendowałam, wymieszałam łopatką. Wolnowar cały czas jest włączony i ustawiony na maksimum grzania.
  • Dosypywałam małymi porcjami mydło do przetopienia i cały czas mieszałam. I tak, aż cała porcja była wmieszana w nowe mydło.
  • Przykryłam wolnowar i zostawiłam na 10 minut. Po tym czasie wymieszałam całość i tak kilka razy, aż masa była jednolita, wiórki całkowicie rozpuszczone a mydło wyglądało jak mydło na gorąco, czyli wszystko się ładnie połączyło i zmydliło.
  • To jest moment na uszlachetnienie tego mydła, możne dodać cokolwiek zechcemy. Do swojego mydła dodałam dużą łyżkę miodu i 50 g oleju z pestek arbuza i dokładnie wymieszałam.
  • Wykładamy do formy, możliwie szybko, bo to mydło szybko zastyga i tworzą się grudki.
  • Kroimy, gdy jest twarde. Moje nadawało się do krojenia po ok. 6 godzinach.

Muszę przyznać, że teraz to mydło bardzo mi się podoba. W rzeczywistości ma ciepły żółty kolor i nic a nic “nie kopie” 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.