Żywokostowe

Dedykowane moim synom i wszystkim z bardzo suchą skórą skorą do podrażnień.


Zdjęcie ze strony http://jurapolska.com/wycieczki/piesza_25052015.php

Każdy z nas pewnie żywokost widział 🙂 Ja ze zdumieniem odkryłam dwa egzemplarze przy drodze, którą chodzę na przystanek, zastanawiam się nad wykopaniem i przesadzeniem do ogródka. Chyba tak zrobię. Bo gdy bardzo coś boli (mięśnie, ścięgna..), można doraźnie użyć np. liści do okładów.

Receptura na mydło z żywokostem:
750 g – oliwa pomace
300 g – olej kokosowy
225 g – olej palmowy
150 g – rafinowane masło shea
75 g – olej rycynowy
50 g – suszony korzeń żywokostu
500 ml – woda destylowana
203 g – NaOH
150 g – wiórki mydeł (patrz seria ziołowa) – opcjonalnie
10 ml – eteryczny olejek rozmarynowy

Nie będę opisywać całego procesu powstawania mydła, bo wiadomo jak zrobić mydło na zimno. Zwrócę uwagę jedynie na kilka elementów.

  1. Przygotowujemy odwar z żywokostu. Najlepiej dzień wcześniej. Suszony korzeń zmieliłam w młynku do kawy. Zalałam zimną wodą i bardzo wolno podgrzewałam, aż się prawie zagotowało. To nie herbata, nie miało się parzyć, miało oddać ile się da. Nie dopuściłam do wrzenia. Nie chciałam, żeby mi wykipiało, gotowałam przez kilkanaście minut na wolnym ogniu. Tak się to chyba nazywa. Potem przykryłam talerzykiem i zostawiłam do wystudzenia. Mocno zgęstniało, dolałam destylowanej wody tak, żeby wszystko miało ok. 600 ml. Zimne przecedziłam przez sitki mocno przecierając. A potem przecedziłam raz jeszcze przez gęstą bawełnianą ściereczkę. To ostatnie wymagało siły. Nie było łatwo. Ściereczka musi być “mocna”, bo ściskałam z całych sił, cienka mogłaby pęknąć i całe cedzenie na nic 🙂 Potem wstawiłam odcedzony odwar do lodówki, żeby się schłodził. Uzyskałam 500 ml odwaru, jeśli wyjdzie mniej, to uzupełnijcie wodą destylowaną.
  • Do tego mydła dodałam wiórki mydła z ziołowej serii (lipowe, rumiankowe, nagietkowo-mniszkowe). To nie jest konieczne. Można coś dodać, ale nie trzeba. Po pokrojeniu mydeł z ziołowej serii zostały mi spore skrawki, celowo je zostawiłam, bo planowałam mydło mocno pielęgnujące. Żywokost pielęgnuje i leczy, mydło oczywiście nie leczy, ale żywokost i wiórki mydeł z ziołowej serii będą działać zdecydowanie pozytywnie na naszą skórę.
  • Robimy ług. I nie jest to łatwe. Odwar z żywokostu jest gęsty, wszystko się zbryla. Dosypujemy wodorotlenek małymi porcjami i mieszamy. Kiedy cały wodorotlenek został już rozpuszczony a ług schłodzony tak poniżej 70 st.,  krótko miksujemy blenderem.
  • Mydła na odwarze z żywokostu mocno się grzeją i bardzo ładnie żelują. Temperatura mydlanej masy sięgnęła prawie 80 st.
  • Kiedy całe mydło było w fazie żelowej i wszystko zaczęło się cofać, przykryłam mydło ręcznikiem. Chciałam, żeby faza żelowała cofała się powoli. Żeby był czas na “uporządkowanie” mydła 🙂
  • Kroimy po ok 24 godzinach

Mydło zachowuje kolor nawet po roku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.