Z maceratem z mniszka lekarskiego i woskiem – wersja druga

Jednym z moich ulubionych mydeł są mydła na maceracie z mniszka lekarskiego. Kiedy po roku leżakowania wyjęłam jedną z odłożonych kostek i sprawdziłam, okazało się, że mydło nie straciło swoich właściwości, wspaniale się pieni i mimo, że użyłam oleju słonecznikowego uważanego za mniej trwały, nie widać śladów utleniających się tłuszczów, a przecież przetłuszczenie tego mydła jest wyższe niż 7%. Tak mnie to ucieszyło, że postanowiłam to mydło powtórzyć. No a potem zaczęłam myśleć. Gdzie rozwój, zdobywanie doświadczenia, testowanie receptur? I kogo obchodzi kolejne takie samo mydło? No właśnie. Nikogo. A zwłaszcza mnie. I choć do tego pierwszego mam wielki sentyment, to postanowiłam recepturę zmodyfikować. Odrobinę, to mydło nie potrzebuje wielkich zmian. Zmniejszyłam ilość oleju kokosowego, dodałam masło shea, mniej piany, więcej pielęgnacji 🙂 Nie zmniejszyłam ilości wody, choć można dać jej mniej, wystarczy 260 g.

Receptura:
350 g – oliwa pomace
300 g – olej słonecznikowy (macerat z mniszka lekarskiego)
200 g – olej kokosowy
100 g – masło shea
50 g – wosk pszczeli
130 g – NaOH
300 g – woda demineralizowana (zimna z lodówki)

  • Macerat z mniszka przygotowujemy wcześniej. Ten zrobiłam na gorąco, po raz pierwszy w piekarniku. Macerowałam same płatki, miałam ich ok. 2 litry bez upychania.  Zalałam je litrem oleju słonecznikowego (rafinowany, Wielkopolski). Słabo zakręcony słoik wstawiłam do piekarnika, piekarnik włączyłam na nieco mniej niż 50 st. i zostawiłam na noc. Rano odcedziłam macerat, uzyskałam blisko litr, zatem bez strat, rzadko się tak udaje 🙂
  • Odważamy składniki.
  • Rozpuszczamy tłuszcze twarde razem z woskiem. Wosk rozpuszcza się w temperaturze ok. 50 st. i taką temperaturę, a właściwie nieco wyższą, powinny mieć tłuszcze twarde.
  • Przygotowujemy ług, odstawiamy na bok na moment, żeby się dobrze rozpuścił, nie studzimy.
  • Łączymy tłuszcze twarde i miękkie, jeśli nie podgrzaliśmy tłuszczów miękkich, to może nam się wytrącić wosk. Dolewamy ług, powoli, cały czas mieszając. Mieszamy chwilę tak, by masa była jednorodna, wosk, który wcześniej nieco zgęstniał, rozpuszcza się pod wpływem temperatury ługu. Blendujemy.
  • Przelewamy do formy, masa dość szybko tężeje. Wierzch wygładzamy lub zdobimy według uznania 🙂
  • Wosk powoduje, że masa mydła się grzeje i mydło bardzo ładnie żeluje. Moje żelowało. 
  • Następnego dnia mamy gotowe mydło, wciąż miękkie. Ale można kroić. I już wiem, że pomysł z mniejszą ilością wody jest dobry 🙂 
  • Kroimy o odkładamy do leżakowania.
Krojone nożem do serów

Po półtora roku mydło twarde i dobrze się pieni. Jest jaśniejsze niż na początku, kremowo-żółte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.