Ze świeżym sokiem z pokrzywy

czyli pokrzywowe. Wersja soft, to kupujemy w sklepie sok i dodajemy do mydła. Wersja hard, to zbieramy pokrzywy i przepuszczamy przez sokowirówkę. Wybrałam wersję drugą. Ze skrzynki pokrzyw wyszło mi 350 ml soku. Zużyłam 150 ml, resztę zamroziłam w woreczkach na lód, a z najładniejszych czubków nastawiłam ocet .

W tle ocet z pokrzywy, świeży nastaw

Receptura:
750 g – oliwa pomace (macerat z suszonej pokrzywy)
300 g – olej kokosowy
300 g -olej palmowy
100 g – masło shea
50 g – olej rycynowy
205 g – NaOH
260 g – woda demineralizowana
150 ml – świeży sok z pokrzyw
10 ml – eteryczny olejek lawendowy
5 ml – eteryczny olejek miętowy

Sposób wykonania:

  • Macerat nastawiamy przynajmniej 4 godziny przed zrobieniem mydła, o ile robimy go na gorąco, np. w wolnowarze. Możemy też w piekarniku (zioła zalane olejem wstawiamy do piekarnika, piekarnik włączamy na ok. 50 st. i zostawiamy na 4 godziny lub dłużej). Jeśli robimy macerat na zimno, to 3-4 tygodnie wcześniej. W przypadku pokrzywy jestem zwolenniczką macerowania na gorąco. Mój macerat był zrobiony ponad tydzień temu.
  • Robienie samego mydła zaczęłam od zebrania pokrzyw. Potem je trzepałam ze wszystkich  żyjątek, starannie oglądałam, żeby odrzucić te podejrzanie wyglądające. Do pokrzyw trzeba mieć porządne rękawiczki, te do sprzątania nie chronią wystarczająco dobrze.
  • Przepuściłam pokrzywy przez sokowirówkę, nadmiar soku zamroziłam w woreczku na lód w kostkach.
  • Odważamy składniki.
  • Nastawiamy tłuszcze twarde do rozpuszczenia.
  • Przygotowujemy ług, zostawiamy do ostudzenia.
  • Łączymy tłuszcze twarde i miękkie, dodajemy ług, mieszamy aż masa zacznie emulgować i miksujemy blenderem do uzyskania lekkiego śladu.
  • Dodajemy olejki eteryczne, mieszamy.
  • Dodajemy sok z pokrzywy. W tym momencie moja masa zaczęła gęstnieć w błyskawicznym tempie. Byłam przygotowana do miksowania blenderem, ale tylko tym blenderem mieszałam, jak łyżką.
  • Wykładamy masę do formy. Wyrównujemy. Na wzory nie ma co liczyć.
  • Kroimy po ok. 8-12 godzinach.

Nie było przesadnie twarde, stemple odbiły się wyraźnie. Gdzieniegdzie pojawiają się dziurki, to efekt „betonującej” masy. Mam słabość do takich mydeł, podoba mi się ich surowość. U mnie na zdjęciach mydło wygląda na szarozielone, w rzeczywistości jest bardziej oliwkowe. I bardzo brzydkie 😀 Nie zawiera żadnych dodatków barwiących poza sokiem i maceratem z pokrzywy, kolor się utrzymał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.